Schyłek jesieni





Lekkość czerwonych liści
czasem porywczy
chłodny wiatr zawieje
wszystko znużone
wyczerpane ostatnim tchnieniem
niebo się mgliście chmurzy
pod złotym liściem
mieszkanie dla biedronek
zaplątany w jesień
spłakany wspomnieniem
wieczór drży ostatnią burzą
rumieniec jarzębiny już spłonął
zbłąkany w ogrodach moich oczu
ostatni szelest liści
umyka przed miotłą ogrodnika
nagie gałęzie
aż wstyd oczy podnieść
ziemia czarnym błotem się klei
pusty park
po mokrych ścieżkach
czarny ptak tylko brodzi
słońce schylone przemyka
pomiędzy wszechobecnym cieniem
biel kołnierzyków brzozy
biel śniegu zapowiada
jeszcze tylko czas przekroczy jesień
i do wiosny
trzeba zapomnieć o cykadach.

Czytany: 141 razy

=>
Wierszy tego autora: