Sól życia







Światło w samym środku burzy
dwa bieguny starły się w uścisku
czerwone płomienie szaty malują
w oczach twoich tyle błysku
jestem grzechem
podszytym złotem
jedwabistą nagrodą
gdzie mnie usta twoje powiodą
płonę od pocałunków
które gaszą zapomnienie
ubrana w liście żalu
przesypuje się w klepsydrze
okruszek po okruszku
przeciskam się na drugą stronę
by zatańczyć na ostatnim balu
po cóż pamiętać że jest się kamieniem
pośród tysiąca bezimiennych
na dnie wartkiego strumienia
głazy przecież serc nie mają
nie pamiętają mojego istnienia
dla miłości tracę trzeźwy osąd
nie pytam o nic często błądzę
w labiryncie z sercem niewidomym
przed pomyłką się nie obronię
przed północą nie zgasnę
jeśli ty nie zaśniesz
rozedrgana przestrzeń
nie hamuje serca westchnień
w ciepłym uścisku
zziębnięte serce wtulam
nad jego losem się rozczulam
sypanie soli na swoje rany
to ból ciągle odnawiany.

Czytany: 190 razy

=>
Wierszy tego autora: