Szarość codzienności




Człowiekiem przecież jestem
nie żadną maszyną
duszy czystej królestwem
z krwi i kości dziewczyną
w tym świecie robotów
bezdusznych maszyn
w samotności swych kłopotów
w dniu powszednim naszym
gdzie niebo płacze potokami
słoneczne piekło ziemię pali
drzewa modlitwę piszą konarami
moje życie łupinką na fali
białe grzebienie bezsilności
rzucona na skałę
zapuszczam korzenie samotności
moje morze płytkie i małe
czepiam się palcami
ramion ostrej rafy
świat w koło kolorowy
a ja tonę w szarości.

Czytany: 188 razy

Przed umieszczeniem wiersza należy się zalogować.
Uzytkownik: Haslo:
Nie masz konta ?
Zarejestruj się


=>
Wierszy tego autora: