Uczta




Gość troszkę wygłodniały
przysiadł obok na moim stole
wcale nie kolorowy zwykły szary
natura inną dała mu rolę

jadłam naleśnik z owocami
taki pulchniutki wypasiony
a on nieśmiały między nami
przysiadł obok trochę spłoszony

smaczne nadzienie w ustach znika
a wróbel zerka coraz śmielej
woli blat stołu zamiast patyka
chętnie by został moim przyjacielem

gdy jeden patrzy z wyciągniętą szyją
pełen nadziei na zapełnienie brzucha
już w całym orszaku pozostałe się wiją
dziś będzie uczta jutro może posucha

musiała bym być niewidoma
albo mieć serce z bazaltowej skały
by nie podzielić się kęsami paroma
by wróbelki pełne brzuszki miały

wcale nie powoli ale i nie pędem
dzielę naleśnik na kawałki małe
układam na stole jak wojsko rzędem
by uszczęśliwić stworzenia wygłodniałe

łzami zachodzą moje źrenice
widząc ich szczęście aż nie do wiary
będę przyrody od dziś pomocnikiem
potrzebna dobra wola a nie żadne czary.

Czytany: 132 razy