Jestem męczennikiem


Gdy wstaję rano, żona zaspana,
podziwiam uda, zgrabne kolana,
a w kuchni zgroza, śmiecie się śmieją,
mleko rozlane i kot szaleje.

Patrzysz spod oka, wciąż rozespana,
mówisz: nie moja wina kochany,
że nie chcę teraz kochać się z tobą
- jestem zmęczona, przecież nie robot.


A tak się zawsze o ciebie staram,
kawę zrobiłem dzisiaj już z rana,
Na kosmetyczkę, fitness, fryzjera,
nigdy nie skąpię, jasna cholera.


Pamiętaj - fitnes - kluczowe słowo.
Chcę się dziś z tobą w pościel"wpakować".
Fitness kochanie, to nie zakupy,
noszenie toreb, zdobytych łupów!

Co stroisz miny? Ja nie dziwaczę,
po tylu latach chcę wytłumaczyć
i fakt to przecież jest namacalny:
Porządki w kuchni efekt specjalny!

Nie mów, że jestem wężem nie mężem,
stale chcę brać cię, stale zwyciężać!
Kupiłem kwiatki i czekoladę,
czemu w pościeli nie jesteś rada?

Wiem, że gdy robisz maślane oczy,
to chcesz pieniążków, że znów się droczysz,
mówiąc " nie teraz ", że " może potem "
Pojmij nareszcie, mam już ochotę...


Czytany: 239 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: