Banita do czasu


Chcesz być sumieniem poety
Pojąć zalety jego ulubionej metafory
Dla usprawiedliwienia cechy
Z dywagacji oceny wybuchu

Tak wszystko się zaczęło
Powiedzmy mowa-trawa
I niepokalane pamiątki
Obok chorych dzieci - które nie wiedzą
Czy się jeszcze raz narodzą
Czy też to będzie ostateczny popiół
Ewentualny budulec na pomnik
Z sercem pełnym wątpliwości
Małych i niewinnych trosk

Chór

Nie ma i nie będzie
Tego wszystkiego co już było
Chowa głowę w piasek
Skromnie powściągliwi w tej chwili
Sadzimy ziarno dębu
Podniesie nam czoło jak
„Guziki nieugięte”

Czytany: 235 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: