Miała na imię Ekko


Z kiczowatym makijażem który spływał wraz z potem
podczas dusznych spektakli - wyglądała na damę
z mydlanej opery. Niewątpliwie była diwą
w przekrwionych oczach tubylców.

Na sali tonącej w czerwieni łysych żarówek,
tłuste uda wylewały się z porte jarretelles
i falując w rytmie dzikiego tańca, wyzwalały
obślinione uśmiechy i pojękiwania wojowników.

Daliby za nią z pewnością więcej niż dziesięć krów,
i graliby na kudu przez trzy noce w tygodniu.
Wiedziała o tym i trzepotała szybciej sztucznymi
rzęsami wzywając na pokuszenie.

Scena przypominała sprofanowaną alkowę
nie było tam miejsca na świętość Enkai,
Piersi falowały cyklicznie urzekając moranów,
którzy rwali konfetti z czarno białych gazet.

Miała na imię Ekko, była prawie biała.
Nigdy później jej nie spotkałam.

-A.G./anno domini 1998/

Czytany: 268 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: