Linie papilarne i warkocze


Są takie dni
w których dzieje się tylko jedna rzecz
tak jak wczoraj,
wpadliśmy na pomysł
splatania warkocza z drożdżowego ciasta.
Nikt nie był głodny.

Za to łapiemy się po raz któryś z kolei
na wyciągniętych zabrudzonych dłoniach
ich białej sieci i cięciw ułożonych w siatkę

- przy czym rysunek jest wyraźny, jak linia życia i oczy
dzieci cyganów.
Nasze szczęście polega na tym, że
wszystkie produkty mamy na wyciągnięciu rąk.

Reszta jest składnią automatyczną
nikt nikogo nie instruuje, są pytania
o pomyślność dzieci.

Oczy są szczęśliwe, rączki zdrowe,
i, nie wiemy jakie ciasta ugniatają ich mamusie.
Zawierzeniem sporządzamy warkocze. To jest obrzęd.

Jednakowym dzieci posłuszne (zawsze szczęśliwe)
od pięciuset lat (podobno) wyciągają dłonie.


Czytany: 239 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: