rzucasz wierszami z kąta w kąt


rzucasz wierszami z kąta w kąt
dookoła umywalka i stół
nikt nie odsłania okna
nie odbiera suchego chleba
czerstwieje ciemno
tak po prostu

trzymam ręce w kieszeniach
ołów w głowie przygniata
nadzieja obok nie rozpoznaje
moich rysów miłość ich nie goni
ani nawet nie zaczepia
a ja szukam

obraz przez dziurkę od klucza
do przesady ciemny dla słów
jak światło przeminęło w oku
z grzechem pięknym wyjdzie
tak czy inaczej bokiem


po latach jak w bajce
przypominam sobie moje
panieńskie nazwisko
zdarza się, gdy nowe po latach
nie akceptują wspólne dzieci

Czytany: 251 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: