Wojny domowe


W każdym domu sufity spadają na głowę
to jest bez sensu, telefon cały czas zajęty
kolega rozmawia z koleżanką. Sierpień.
Rodzice odmówili przyjazdu na wesele.
Jestem zazdrosny. Grudzień. Niech tam będzie,
że ma być, jak kiedyś, zapomnij.
Nie będzie żadnego powstania,
ludzie od razu przechodzą do wojny.
Jeden na jednego, sąsiad na sąsiada.
Patrioci biją na alarm, tłumaczą młodym
jak kiedyś, walczyli do ostatniej kropli krwi,
a dzisiaj, no właśnie, krzyczą w parlamentach,
że tak długo nie ustąpią, jak długo będzie
żył ostatni opozycjonista. Policjantów i
mundurowego nikt w mieście nie znał.
Przywozili ich w ambulansach, jak funkcyjnych
w teczkach. Władza nie ma konceptu na
pozbycie się luksusów, bo i po co?
Właściwie nie, po co? Dlaczego ktoś
ma czytać ten wiersz, mnie tu nie ma.
Ja jestem niewinny i mam dobrze w głowie.
Dam im i wojnie spokój, jadę na zachód.

Czytany: 245 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: