Bezdech


Weekendy stały dla niej się bolesne
i długie. Szelest oblizywanych stronic
kłuł w palce. Już nie wyciąga rąk, ma
życiowy wybór, trwać albo przetrwać.

Jego ramiona zrosły się przy krawacie,
związane w supeł zabrały ciepły głos
a oczy wbiły w nienagannie wypastowane
buty. W butonierce kwitnie teraz zippo.

W niedzielę wzrok odrywa się od butów,
okrąża mieszkanie w poszukiwaniu błędów
i wbija w National Geographic. Stary nawyk
skręcania wygrywa z cygarem na pokaz.

Ona już wie, kochania nie przylepi się na ślinę.

-A.G./11.02.11/Paris

Czytany: 765 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: