Listopadowe requiem


Szadź już w posiadanie weszła rudych ściernisk,
chłodny, siwy oddech rozsiała po polach.
Widoki na wszelką nadzieję zaczernił
deszcz, co zimną strugą kartoflisko polał.

Samotność usiadła jak wrona na drzewie,
objętością skrzydeł zakryła horyzont.
Zafastrygowała niebo gęstym ściegiem
chmur - listopadowych dodając mu zgryzot.

Mchy też pordzewiały, tak jak dawna miłość,
zakrwawione runo głogiem, berberysem
las poprzystrajało i duszę - bezsiłą,
a w sosnach zasiało niepojętą ciszę.

Dzień jeszcze nie wzeszły a już prawie kona,
drży, ostatkiem siły pieszcząc zwiędłe trawy.
Szklaną rosę zbiera i tuli w ramionach,
do śmierci przedwczesnej jesienią już przywykł.

-A.G./09.11.10/Paris

Czytany: 1158 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: