moja zagroda


w końcu nie mogę być wszędzie
zwolniony od umierania na niby młody
bardziej beztroski w swojej prowincji
nie czekam na nikogo
zdrapię łuszczącą się farbę na dachu
tak jak łapie się czas
kleksy w zagrodzie - kajdany historii i
spuścizna po człowieku łupy po panach i królach
jakiś nieokreślony ład
stodoła odpowiednia do podpalenia

strach chwytać szansę za nos

wszędzie tylko druga Japonia
lepsze Irlandie i grzech sto lat sto lat
sto lat wioska łapała szczęście za nogi do łez

łezka za łezką uzbierało się tego
czterdzieści cztery procent to wszystek płacz
wiosko płacz
jak na dzisiaj to jedyny twój spadek

Czytany: 482 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: