Zwodniczy ogień


W pałacu nie warto mieszkać, nie ten mikroklimat,
ścięte kwiaty nie utrzymają się dłużej i nazbyt.

Namiestnik jest właścicielem kasyna, tak sobie
z rękawa wypuścił asy na początek dwa, a jak?

Zaangażowany elektorat poniósł się pomysłem.
Zagrali o wszystko, co mieli w banku, pęk-bank.

Inaczej było za Cara, sługa był w cenie, że hej!
W miłości miał kamienne spojrzenia bankrutów.

Spacer urzędnika był puentą po wódce za łapówkę,
skorumpowane epidemie tańczyły w fatamorgana.

Wszystko na rauschu, pięknie rozdzielał się ogień
W stosownym momencie nadjechała straż pożarna.

Czytany: 379 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: