sto pięćdziesiąt lat później


reinkarnacja (sto pięćdziesiąt lat później)

moje wiejskie pochodzenia ma się dobrze
w mieście zapominam o mgławicach i rosie na polu
pobrużdżone wysokie czoło
inaczej się marszczy przed dziećmi dzisiaj
- widzę na obiecanej ziemi
- wystawy i każdą z osobna - to niby ja

w niepełnym odbiciu moja zamglona odsłona
w narracji mojej mamy byłoby inaczej
ona zawsze widziała we mnie księdza
słyszałem jak mówiła:
w mieście będziesz innych krzyżem błogosławił

a ja niby kapłan wystawiony w witrynie
uciekłem z ziemi nieoswojonej z otoczenia
na miejsce domniemanej radości

to jest tak i nigdy nie było inaczej
gdy opuścisz miejsce tobie dane
gdzie ze zwierzętami i trawą rozmawiałeś
tam z ludźmi nudno było
każdy tak samo myślał

w tym czasie przed ostatnią podróżą wierzyłem w przystępność
inaczej już po podróży
nie zauważyłem horyzontu

przeorali mój ostatni skrawek ziemi razem z moimi siniakami
po uderzeniach w plecy a może na kolanach? Nie.
nikt nie odgadnie ile ich było - po prostu są do niepoznaki

pomyśl rodaku czy istnieje dla ciebie drugi koniec świata?

Czytany: 547 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: