widok z ulicy


tak jak każdy urodzony w niedzielę prowadzę krzyk
kościelnych dzwonów przez zaspane cienie
górniczych cechów. tu nie ma miłości. wracają czasy Szekspira.
miłość jest ponownie chorobą za którą się umiera. formy
zdarzenia. żyjący teatr funkcjonującej miłości. kto uwierzy

przekształconym wstrętnym słowom przeżywanie
funkcji dla funkcji beznamiętności. to Otello w zazdrości
bez wiary pogrzebał naturę i szczerość. słowa mieszają
dowolnie cery i farby karnacji z palety zamierzeń
zrodzonym spojrzeniem w emocje tragikomedii.
bez romantycznych i bezlitosnych mariaży. nie chcę bukietów

z listów najbardziej miłosnych. chcę wchodzić po ścianach
do sypialni po dachu do snu się rozbierać żeby dotykać nagości.
mebli jak umierają i innych z naszej miłości.

taki ma być widok z ulicy do naszej sypialni.

Czytany: 718 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: