Maria M. w mojej apokalipsie


w sali tanecznej z przyczyn oszczędnych
jak smak smok okrutnik nocnych zmroków.
ja faryzeusz. scenerie biblijne. zawsze
kobieta w długich czarnych włosach.
w wirtualnym dotyku podziwiam ją różnie
raz płaczem innym razem uśmiechem.

można widzieć trójwymiarowo
ośmielać się i czuć pieszczoty ale co to?

przy każdym kroku niezdecydowany szukam
kontaktu pięknych oczu. Mario M.
jeszcze nie wiem po co.

to niepokój tamtej Jerozolimy deszcz
którego nikt nie widział a ścieżki pokrywało
błoto. z magicznej czarki odwiedza mnie
"anioł Pański" brutalnie rozkazuje gwoździć.

niezaprzeczalna nagość alegorii
apokalipsy.
plenność naszych latorośli.

Czytany: 764 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: