gra w zielone


federalni gliniarze. najlepiej im na tych dużych
motorach. do twarzy. daleko przekupni dla siebie
burmistrze bez aktu własności. właściciele mostu
lekkim wahadłem bujają jak nogą na nodze. sami
z miastem w zapachu świeżo pomalowanych lin
we mgle obliczonych na korozję odniesienia
rzeczy widzialnych w choerografi rewirów

ich nigdy nie ma. bywają. na pasach ulicznych form
cholery w domach zagłady. przypadkowe rządze.
nie ważna jest kasa. dewotki kurewki i inni
homobodobni zasłaniają widok hukami. bomb
szepty handlarzy niedawno odkrytych łask
ameryk zażywanych zachowań. południe-północ
życia. właścicieli białej dyskrecji w zamian za zielone
życie. od Bogoty do San Francisco.

Czytany: 1018 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: