goniąc życie


                         wiedzieliśmy że nie mamy dużo czasu.
                         wszystko bez świadomości zapisywania.

lato. łodzie kotwiczył piasek. tawerna. zakotłowany
nożem Anny falującym jak jej śnieżno biały turban.
dziurawiła ser.
i ja młody emmertaler. tak młody jak on. zakusy
na talerzach do syta przełykanych szczęściem.

szczęście kochaliśmy w przewracanych na nas
łódkach. to była oaza. nie szukaliśmy pustyni.
mieliśmy wszystko.

przebłysk małych świateł przez dno łódki niebo
łyskało łaską. widziałem. francuskie kobiety
są smukłe piękne ale nie takie naprawdę piękne
jak Anna w świcie
omijaliśmy lustra zaczynaliśmy dzień.
jak nasz ostatni dwadzieściaczterogodzinny.

musieliśmy zbierać szukać szpargały i pomadki. układać
na nowo torebkę w zawartości mijane.
nie pamiętam brakującego nam czasu.

znajomi opowiadali o tym, jak bardzo się kochamy.

Czytany: 939 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: