początek i koniec chwili


być tylko sobą nie wyprzedzać. jesteśmy ścigani
przez wiele istnień a to powinno nam wystarczyć
żeby się nie potykać. tak aż do końca.

nawet w początek stycznia tak naprawdę do skraju nie ma nic
parę jeszcze chwil które będą się powtarzały
bo co nowego było w listopadzie
konieczność przybycia w to samo miejsce rzeczywistego obowiązku
nie zapominania miłości.

dusić wspomnienia cerowanych serwetek. składania suchych kwiatów
dla Boga. od niechcenia składać ręce jak gałęzie ułożone do wiatru
klimatów wiosennych przerywanych bólami brzucha od patrzenia
na bezdomnych sąsiadów tylko dlatego bo są razem tak na niby.

to co muszę to namaluję. poezji o tym nie będzie.
rzekę obieganą moim dzieciństwem pokaleczonych stóp i pstrągi
wspominane z tej odległości i chwili jak darowanie
przypadkowej dziewczynie całego życia
dzisiaj tacy chłopcy malują graffiti.

Czytany: 854 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: