rzeczywistości


konwalie które tu kiedyś rok w rok były zrywane przekwitły
zadeptane kochaniem bezdomnych parek - jak w mieszkaniu
o niesamowitym nadmetrażu vissavis
bez lornetki widać wyraźnie z ust opowiadanie
o fruwających poduszkach. nie moich.

nikt nie stawia żadnych wymogów nie ma mowy
o indywidualnych siłach. atrybutów tak czy inaczej
nie przedstawisz bo to są aż takie odległości.

jestem sama plecami do ściany na przeciw mój obraz nuda
wmawiany mi antenat nie rozumie nic nawet jak zejdzie do mnie
nie uspokoi tych naprzeciwko. a ja odwrócę obraz na aukcji
odkupię innych przodków. nic nowego.

gderliwe już ściany jak wspominanie dialogów
o nim. jego rozszyfrowanej rzeczywistości
widzę blok bez żadnej przestrzeni pomiędzy oni skazani na siebie
a ja też sama i lombard co ma moją przeszłość. nic nowego.

Czytany: 715 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: