Turbulencje


pożegnania na lotnisku sa dla nas zawsze takie same
muszę tłumaczyć że ja to ja. nikt więcej.

szlaban wopisty jak w innym pokoju komoda.
głucha ściana której nie powinnaś widzieć bo ja i tak jestem w tobie.
wmawiasz mi. (nie potrafię tego słuchać)
- jesteś pijanym odlotem do Bonn Tokio Paryża - Paryża Tokio Bonn

w każdym kącie świata chcesz widzieć mój zegarek
bo na ścianie w naszym stolowym pokoju
masz mnie tylko w cieniu za zmeczonymi strażnikami Rembrandta.

posmarowany pomadką twoich ust
unoszony odlatujacym pozegnaniem czuję przyciaganie ziemskiej grawitacji
do ciebie

zaczęło rzucać w górę i w dół.
stewardesa cos mówi
(pasażerowie zaniepokojeni)

- a ja mam techniczne problemy w moim uchu
słyszę
- wracaj szybko
grzejnik zepsuty
regały w piwnicy
lodówka już brzydko piszczy
- nie mam żadnych szans żeby przeprosić za te turbulencje.

jak dobrze w zapiętych pasach!
uspokaja nas mój es-em-es

„jestem już nad Paryżem chce wracać
napisz mi w jakiej przywitasz mnie sukience”


Czytany: 803 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: