Po roku urodzaju


Bez obaw utopieni w powodzi dobrodziejstwa.
Chcą noc, dwie, nawet trzy w roku urodzaju.
Do żniw swojej miłości mają most przerzucić
Przy drogach syte spichrze, pełne nawet w maju.
Te w komputerowym wykresie, wysoko jak w niebie,
Bez potrzeb i żadnej zazdrości.
Ze słońcem i ziarnem jako świadkiem nadziei.
Pod strzechą jak sklepieniem świętym.

Los w powołanie rzuca
Na drugi brzeg bez skazy.
Mają swoje życie uzasadnić.
Za sobą zostawiają sprzeciw
Przez most uginany przeżyciami
Na moście pro i kontra.
Z deszczułek z sensem ułożonych
Pod mostem głęboko zatopiony światopogląd

Brzeg - widać go, jak pobłażliwości horyzont
Z nieba wzięci, wreszcie są tam gdzie być powinni.

Krok za krokiem, maszeruje ich życiorys,
Dwie pary oczu co mierzą te same przestrzenie
W marzeniu wydobywanej prowincji,
Która nie wie, że dla nich jest darowizną jak dar,
Ma im dać odrobinę wiecznej miłości jak życie.
Dojrzałą przystań miłości, nadziei i pracy
Tęczowa i na zawsze pięćdziesięcioletnia.
To co już było, zostanie
To co mają przeżyć, to treść w dotyku
- Kochaniem zaludniony zaścianek.

                                                                           

Czytany: 1029 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: