Odurzenie


Na ulicy gwarnej i ciasnej,
O błyszczących wystawach.
Uśmiechałem się bo chciałem,
Przyłapać czyjś uśmiech.
Podchodziłem z lewej i prawej
Od krawężnika i drugiego chodnika.
Szukałem twarzy,
Prosiłem o spojrzenie
W wystawowej szybie.
Na tle jakiejś tam melodii,
Szary tłum wirował i płynął
A ja jakbym ubywał i ginął.
W emocji i w myślach,
Pchałem się jak chłopięce marzenie.
Tak jakbym oddawał życie,
Żeglując na falach tłumów,
I topiących się nazw ulic.
Piosenki żadnej już nie słyszałem.
Za to wrzeszczał brudny tramwaj.
Gdy nagle stanąłem oko w oko!
A tamte oczy jak z lodu lustro!
-Zobaczyłem siebie.
Byłem zmęczony i oniemiały,
Nie byłem marzeniem.....

Czytany: 994 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: