Jeszcze jedna jesień


Z udręczaniem skonczyć,
Plątaniem się ciągle w tej samej pajęczynie
Tylko po to, żeby o czymś nie myśleć
Co jest niepożądane,
A może być inaczej cierniste.
Nawet, jeżeli jest to fakt, że jesień
Po raz pierwszy kojarzę z końcem świata.
Nie chce wybierac miedzy tym, co było
A tym, co jest tak czy inaczej mgliste.
Na grobach,
W których mam zaufanych rozmówców
Stawiam coraz to wieksze świece.
Myślę o tym, co będzie, nie użalając się
Nad opadającym, zmeczonym liściem.
Z liśćmi,
Które wciąż, jeszcze powoli spadają,
Prowadzę nieudawane rozmowy.
Co robić z tymi liśćmi, co już leża?
- Nie przychodzi mi nic do głowy.
Porzucony miedzy nimi kontrabas
Jest coraz bardziej niewidoczny,
Dźwięki same ponure jak wokół pąsy
Widzę, że liście jeszcze nie zbutwiały,
A już ułożone jak dumne trupy.
I, nie jest mi, dlatego smutno
Bo wiem, jakie piekne i spokojne
Przeżyły one lato.
Więc nie zadreczam się tym, co było
Poczekam na zielone, nowe liście
Zeby z nimi przeżyć
Nastepne, piękniejsze, gorące lato.

Czytany: 1304 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: