Dziewczyna z Centrali Instrumentów Muzycznych
Przyszedłem, jak się umówiliśmy, rano.
Ta pani powiedziała, że jesteś w dziale fortepianów.
Spytałem, gdzie te fortepiany, proszę pani.

Na pierwszym piętrze, hala numer trzy.
ladę. A ciebie nie ma. A przez szkło szyb
tylko rzeka i most z latarniami.

Możliwe, że wyszła do działu harf,
powiedział woźny, który miał lekki garb,
ósme piętro, hala numer dwudziesty drugi.

Bukiet rozsypał mi się w windzie, jak pawi ogon.
Pukam. Dzwonię. A w dziale harf nikogo.
A przez okno zoo, gdzie huśtały się papugi.

Gdy południe wydzwoniły miejskie zegary,
szukałem cię w dziale okaryn,
potem wśród saksofonów, z koleżankami trzema;

potem w dziale bębnów chodziłem od ściany do ściany,
potem chciałem cię szukać w dziale fletów zaczarowanych,
ale powiedzieli, żebym nie strugał Mozarta i że takiego działu nie ma.

O czternastej całkowicie
zaplątałem się w muzycznym labiryncie
i jeździłem z góry na dół i z dołu do góry.

Kwiaty gdzieś przepadły. Woźny mnie dogonił
i powiedział, że jesteś w dziale fisharmonii,
biurko pod oknem, przez które widać wieżę, wrony i chmury.

Zjechałem piętro niżej. W hali siedem
fisharmonie stały długim rzędem,
fisharmonia za fisharmonią,

tylko ciebie ani śladu, ani nisko, ani wysoko,
więc stanąłem przy oknie, a przez okno
widać było pomnik króla na koniu.

A może jak w operze komicznej
zapadłaś się pod podłogę?

I szukam cię dalej w Centrali Instrumentów Muzycznych,
i odnaleźć ciebie nie mogę.



Czytany: 4045 razy

R E K L A M A

=>