Zegarek z dewizką


Piotr Kalinowski-Dziwanowicz
znalazł zegarek z dewizką,
pędzi do żony uszczęśliwiony,
bawi go w drodze wszystko:
kina, tramwaje, wieczorna pora.
Na dewizce świnka i koral.

Oto mieszkanko na Kępie Saskiej:
kilimy, Stryjeńska, świątki...
Chodzi w szlafroku żona znalazcy
i właśnie robi porządki:
- Co ci jest, Piesiu? Podejdź tu blisko!
- Znalazłem zegarek z dewizką.

I już wyciąga Piesio cebulę,
drżą mu kolana i ręce...
- A chcesz, żonusiu - powiada czule -
chcesz, to go zaraz nakręcę.
Typ starodawny, miast śrubki kluczyk...
Piesio ze szczęścia mruczy.

Nakręcił - tylko że nie w tym miejscu,
zegarek z dawnych dni,
bo nagle kurant zanucił, zachrzęścił
"e;<SPAN CLASS="e;s"e;>Boże, caria chrani!</SPAN>"e;
Zdumiał się Piesio, że taka siurpryza.
Łza mu się w oko wgryza.

Tymczasem śpiewa coraz donośniej
czasomierz dawny, zabawny,
a tak radośnie, a tak miłośnie,
że "e;Silny i dzierżawny..."e;
zeszła z pięterka stara dziedziczka:
- Mój Boże, śliczna muzyczka...

Przyszedł Wunderlich, kwaśny emeryt,
i Dzidzie, co stał w bramie,
a potem jeszcze babcie cztery
ze swymi robótkami;
cala się zeszła kamienica
u Kalinowskiego-Dziwanowicza.

Łzami spłynęły wszystkie oczy.
Piesio kluczykiem kręcił.
Płakali rzewnie do północy
i starcy, i studenci,
poeci, dzieci i dryblasy:
- Mój Boże, to były czasy...



Czytany: 2626 razy

R E K L A M A

=>