Wileńskie imbroglio
Dzwonnice krzywe? Możliwe.
Dorożki dziwne? Zapewne.
Wszystko jest takie niepewne...
Pani pozwoli, że się kiwnę.
- Ach, czemu pan się kiwa?
Ot, widzi pani, dola niegodziwa:
1) załamanie,
2) upodlenie,
3) rozchwianie
i 4) zagubienie,
cztery punkty: epilepsja wędrowna.
- A pan by może do psychiatry?
Do psychiatry? Za Boga! Pani coś nazbyt wymowna;
ja, widzi pani, muszę biegać, gdy dmą wiatry:
od cmentarza
do cmentarza,
a jak człowiek zobaczy gwiazdkę w niebie, wysoko nad autobusem,
to się na dwie godziny rozmarza...
Do widzenia, już muszę kłusem...
Najgorzej, że w takich okresach nic się nie zarabia,
ale furda! utrzymuje mnie dobry hrabia.

Do widzenia...

Aresztują - po nocy?
rewidują - a po co?
Znaczy, może co skradłem?
może cudzy tort zjadłem?
przez komin... do mieszkania...
i jak upiór imieninowego zebrania?...
Zdrowie pana naczelnika!
naczelnikowej szacuneczki!
ale przepraszam, już zmykam,
mam rendez-vous z panem Mickiewiczem koło rzeczki...
Płynie Wilenka-rzeczka,
księźyc w rzeczce jak świeczka,
na pagórku przysiadam.
O, niesłowny narodzie!
Spóźnia się coś dobrodziej,
pan Adam.
Powróżę: orzeł, reszka -
jak reszka, to na Wielką,
bo wiem: przy Wielkiej mieszka.
Dzwonię...
Wychodzi postać mglista.
- Pan Mickiewicz?
- Nie, ujechał do Rosji...
Boże! znaczy też komunista!



Czytany: 2521 razy

R E K L A M A

=>