Śnieżyca
To rano, to rano szaleniec spod miasta,
widziałem: włosy białe
na szczycie pe[r]spektyw jasno wyrastał,
podrzucił śniegu płonącą gałęź.
Ten biały szkielet w stodole,
ten biały szkielet w stodole.

Rośnie ten dym i cieniej
niż wiatru ostry wodospad
rozsadza domów cienie,
wapienny serca rozpad.
Domy jerycha schylone,
pomnik jak postać ukośna -
zwyciężył,
został.
Ten biały szkielet w stodole,
ten biały szkielet w stodole,
niebo urwane z gałęzi,
przestrzeń jak okręt, jak pole
upływa na ukos przez pięści.
Zadusi jak ostry więcierz
ten biały szkielet w stodole.
Ten biały szkielet w stodole
coraz to głośniej rzęzi,
nieba uchyla powoli,
powoli
zwycięży.
Ten biały szkielet w stodole,
ten szkielet w stodole,
ten szkielet.

Przechodzi dziewczynka ze śniegu
w drodze wygasłej, w białym kościele.
Gasną płomienne kopce, gasną -
niesie gałąź - złamany przegub
błogosławi.
Niesie gałąź nad nami,
gałąź.

Zasnąć.



Czytany: 850 razy

R E K L A M A

=>