Wędrówki (II)
Kiedy chodzę wieczorem po martwych obłokach
nie ma drogi pode mną i dni które gasną.
Mogę w niebie spłaszczonym jak w kołysce zasnąć
i poznawać wieczory jak matkę po krokach.

Mogę być znów wygnańcem i pielgrzymem ciszy
chodzić po obcych krajach rozpylonych w morzu
i ciepło widzieć w gwiazdach - ostrych błyskach noża.
Patrzeć gdy nowy powrót jak codzienność przyszedł.

W letni wieczór chabrowy gdy ziemia mnie boli
kiedy echo mi zagra wielobarwny slogan
znowu stanę jak dziecko twarzą na wprost Boga:
pić potoczysty błękit z lazurowych dolin.



Czytany: 1175 razy

R E K L A M A

=>