"Z księdzem Twardowskim o tabernakulum"


Z księdzem Twardowskim o tabernakulum
Ten wiersz dedykuję wujkowi o. Józkowi Kowalikowi OMI, Piotrkowi Dejnece, moim rodzicom, moim siostrze
i szwagrowi Elizce i Radkowi, mojemu bratu Dominikowi, Beatce Kamińskiej, babci Waci

Kluczyk mały otwierał tabernakulum
w mojej duchowej nędzy, w moim duchowym bólu,
a w środku mój Pan, który wie wszystko,
z boku anioły, co nad Jego czuwały kołyską.

Ręce kapłańskie czasem drżą,
bo teraz w objęciach Boga same są,
a przecież tak wątłe i liche,
muszą się pilnować, by nie popaść w pychę.

A kiedy tabernakulum już otwarte
i w środku Boga nie ma, bo jest na ołtarzu,
przyjmuje ksiądz, choć nos ma zadarty
sprawę pokornie wyznawaną ustami.

I odejdziemy cichutko, prosząc
ja i ksiądz, też grzesznik,
aby Chrystus pośpieszył nam z pomocą
i byśmy zobaczyli jego twarz uśmiechniętą.

                                                   Wt.19.09.2017 19:14
                                                    mój pokój obok łóżka


Czytany: 33 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: