Czyżby oda do młodości? Wersja druga


Ten pojmie tylko ciebie, kto doświadczył wrzenia,
i może cię zrozumieć w oczu lubej lśnieniu.
Gnając jak jak burza nagła, która drzewa wali,
by w sercu swoim drżącym nadzieję rozpalić.

Sam sobie sterem i żeglarzem nigdy być nie możesz.
A natchnień poetyckich nie sprostasz dziś stworzyć.
Ludzkości nie zbawiając okiem słońca wzlatasz,
więc progu nie przekroczysz, gdy pusta twa chata.

Uczucia może pragniesz ,ciałem zmartwychwstając.
Drżysz słodko, kiedy miłość nagle cię zastanie.   
W rozpaczy i zamęcie swego dnia gnuśnego,
zakrzyczysz przeraźliwie – pomocy– kolego!   

On sobą wciąż zajęty , ku tobie nie bieży,
bo kamień serca stanął w Dawidowej Wieży,
i zamiast pieśni śpiewać widząc lubej szyję;
wciąż zwija się w szarzyźnie i jak kojot wyje.

Czytany: 103 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: