=>

Kanada 1990 (2)


Był środek upalnego lata w Kanadzie. Wówczas nie znano pojęcia tzw. ocieplenia klimatycznego jak dzisiaj. Oznacza to w tym kraju ekstremalne temperatury minusowe w zimie i plusowe w lecie.
To tego dochodzi bardzo niska wilgotność powietrza sięgająca do 90 procent nasycenia - a to są warunki panujące na pustyniach, zabójcze dla organizmu ludzkiego.

Farma była o l b r z y m i a.

- Macie się poruszać jedynie w obrębie farmy. Nie wolno wam się oddalać absolutnie poza jej teren. Farmer ryzykuje wysoką karą pieniężną, zatrudniając was bez pozwolenia o pracę- pouczał mnie brat.

Po noclegu w dostarczonych nam namiotach przez brata, traktor wraz z przyczepką zawiózł nas na pole truskawek. Nie znałem wcale młodziutkich robotnic, które jechały z nami. Ja miałem równo 44 lata.
Otrzymaliśmy karty na szyjach, które właściciel farmy dziurkował, po każdej turze na akord.
Koszyki czyli łubianki, zawierały dwanaście podwójnych kratek na długość i po dwie na szerokość.

- Uważaj Jurek. Facet to tyran i stale kłóci się ze swoją żoną, która nas dozoruje.

Nie skomentowałem tego, bo po co? Ale wkrótce silne kopnięcie w moją łubiankę butem uzmysłowiło mi ten fakt. Rozumiałem piąte przez dziesiąte z jego wrzasków. Uznał , że kontrola żony była pobieżna i mam za małe truskawki w swoim koszyku. A właśnie takie żona zaakceptowała jako dobre.


Przerwa na lunch. Pod drzewem właściciel postawił d o s ł o w n i e jedno pełne wiadro wody.
Gdyby nie brat, który co dwa dni przywoził nam pełne torby prowiantu, musiałbym w ten sposób się żywić.
Po kilku dniach morderczej pracy, idąc spacerkiem po farmie, zauważyłem, że właściciel w masce gazowej na twarzy, rozpyla niedaleko od nas jakąś substancję. Nie skojarzyłem ze zmęczenia faktu, że to było niedaleko naszych namiotów i że my takich masek nie mamy.
Na weekendy brat odbierał nas z farmy i mieliśmy wolne. Aż do następnego poniedziałku.

Przypadkowo zaobserwowałem w sklepie miejskim, że pojedyncza kratka koszyka truskawek kosztuje cztery dolary. A my dostawaliśmy za cały koszyk po sześćdziesiąt centów.