* * * (Nie wstydź się tych przelotów...)

Nie wstydź się tych przelotów
pełnych płomieni białych,
tych dźwięków a niestałych.
takich jak w burzy złoto.

One na drzew dotyku,
co stropu sięgać zda się,
są w cichym majestacie
Bogu - muzyką.

I obleczone w pióra
czy w przezroczysty niebyt,
każde są drogą w chmurach
albo po niebie

nazywaniem snów wrzących,
napełnieniem pachnącym
i krwią w powszednim chlebie.

Nie wstydź się cnoty. Ona,
choć jej nadali ciało
zbrodni - toć jej za mało,
czeka nie napełniona

Jak dzban - to kształt jej nadaj,
niech będzie czynom - waga.

Nie wstydź się wiary w sobie;
ona nie snów głupotą,
ale jak we krwi złoto
i krzew na grobie

wzrasta na tym, co płyta,
co gniecie - nie rozbita.

Nie wstydź się miłowania,
tworzenia, dorastania;
w żelaznej żądzy twojej
ona jest płomień nieba,
co sztabę tak rozgrzewa,
że kłując niepokojem
przemieniasz w wieżę pragnień,
do której czyn się nagnie.

Otoś mały, a taki
sam sobie jesteś rodzic,
że z głosu nawet - ptakiem
i anioł nawet w głodzie.

Jeno lotom nie wzbraniaj,
ogniom jeno daj imię,
czas cię wtedy nie minie
możności przerastania,

naczynie miłowania,
tonie w Bogu stawania,
człowieku.


Czytany: 1388 razy

R E K L A M A

=>