Gawot

Zmierzch, jak opiłki ołowiu, zapada w plusz,
gdy w pustych sercach mebli sypie się szelest trocin.
Cisza rozchyla pokój jak płatki szarych róż,
na których dnie znużenie zwija się w kłębek koci,

wtedy zwisa nad stołem płomień niebyłych świec.
W kartach drgnęło wspomnienie. I rusza biały szereg.
Porcelanowy gawot w serwantce dźwięczy, więc
walety podają dłonie dłoniom harfianych tancerek.

Ukłony szeleszczą jak liście. Damy przygięte wpół
są szkieletami krynolin, na których przeszłość się przędzie,
gdy wbiega skrwawiony człowiek i pięścią tłucze w stół!
I sypią się bezduszne dzwonki i żołędzie.


Czytany: 961 razy

R E K L A M A

=>