...jak szczęścia wiatr w oczy wieje...


panna Andzia spod Jaworzna
ciągle wzdycha do Antosia
tak cichutko i pokornie
by ją wziął za żonę
po kryjomu czary odprawia

Antoś ślepy nic nie widzi
asystuje wdowie Maryni
wesołością zachwycony dziećmi jej
kwiatki nosi prezenty
obiecuje złoty raj

Andzia wielka nienawiści
chciwość zdziera ją pycha
chłopa upatrzyła sobie
i nie ma jego
już nie wie co ma robić

Antoś Marynie dom wyszykował
samochód z salonu kupił
prał gotował i sprzątał
Marynę na rękach nosił
z dziećmi wspólny język miał

tak minęło siedem lat
Antoś prosi o Maryni dłoń
w odpowiedzi słyszy
Przecież ja cię nie kochałam
idź sobie już idź sobie
mam ciebie dość

Antoś załamany bez grosza
z domu wyrzucony co pragnienia miał
ze łzami w oczach tułał się po ludziach
smutkiem ściśnięty

Andzia gdy się dowiedziała
swojej ręki też nie podała
golca już nie chciała
starą panną zostać wolała

nagle Maryny córka
usamodzielniła się
razem z mężem wzięli Antosia
za dobro jego serce oddane

do własnej matki się nie odzywa
za krzywdę wyrządzoną i naciąganie
sumienie musi rozgryźć sama... 2012

Czytany: 57 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: