zgłodniałe ciało



gdzieś tu lecz nie wiadomo gdzie
od zeszłej jesieni ukrywa się mój cień
pochmurna była ona jak moja miłość
przed chmurnością nic mnie nie ochroniło

nie udało się ocalić od zapomnienia
kolorowy dzień w intensywności zbledniał
chwile kuleją bez wigoru jakieś niemrawe
resztkami przeszłości chcę połatać jawę

twardy głaz na piesek się już kruszy
dzień gwoździem wbijanym do duszy
czas jakiś niezgrabny zły niedorzeczny
nie umie się podnieść z kolan i klęczy

taki stan czasu nie będzie wiecznością całą
przyjdą chwile co rozśmieszą zgłodniałe ciało
rozpacz zgubiła mój trop już się nie zbliża
jeszcze nie pora nowe gwoździe wbijać do krzyża

Czytany: 108 razy

=>
Wierszy tego autora: