Szalony major 10


W małżeństwie majora powoli narastał kryzys.
Jego żona Zofia chciała się stale bawić i bardzo lubiła grać w karty.
Major nie należał do mężczyzn łatwych w pożyciu małżeńskim. Był
nierówny i chimeryczny.
- Zosiu. Nie mam teraz czasu na tańce i grę w karty.
- Dlaczego? Czy nie pamiętasz, jak w Zakopanem wygraliśmy konkurs
tańca towarzyskiego? Wszyscy byli nami zachwyceni!
- I co z tego? Byłem wtedy ciągle w ruchu. A to jest ważne dla sportowca,
bo nadal nim jestem. Jeździliśmy sankami i na nartach. Teraz muszę stale
grzebać w tych cholernych papierzyskach, których nienawidzę. A to mnie
nudzi śmiertelnie!
- Szkoda rozmowy z tobą. Zawsze potrafisz zaprzepaścić swoją szansę na
awans.
Major wyszedł bez słowa. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie
nadawał się na czasy pokojowe. Ciągłe przeniesienia z jednego prowincjo-
nalnego garnizonu do drugiego wywoływały w nim ataki wściekłości.
Ale nadal pozostał dżentelmenem wobec kobiet.
Przyjaciele postanowili mu pomóc. Zbliżały się manewry na Wołyniu.
Znając jego bojowego ducha, załatwili mu dobry przydział, aby mógł
pokazać swoją wartość i zdobyć zaufanie przełożonych.
Oddano pod jego komendę pułk kawalerii, miał nim dowodzić w
„ działaniach wojennych”. Ale major nie umiał bawić się w wojsko.
Gdy któregoś wieczora „nieprzyjaciel” udał się na spoczynek, major
przeprawił swój pułk przez rzekę, okrążył „wrogie wojska” i wziął rankiem
podczas golenia cały sztab do niewoli.
W domu majora wybuchła z tego powodu awantura. Zofia wraz z córką
Krystyną opuściły Wilno. Po ich wyjeździe samotny major wplątał się w
inne tarapaty.
Podczas swojej służby garnizonowej poznał przypadkowo młodą i śliczną
hrabinę Natalię Czapską. Miała dwadzieścia trzy lata. Jej mąż – Franciszek
Edward hr Czapski ożenił się zbyt późno. Było to niedobrane wiekiem i
nieszczęśliwe małżeństwo.
Major jako doświadczony instruktor, mający za sobą wspaniałą karierę
jeździecką, został poproszony przez hrabinę o udzielenie kilku lekcji
jazdy konnej.
W znajomościach damsko - męskich major był bardzo dyskretnym człowiekiem.
Pewnego dnia pojechał z Malą – bo tak ją nazwał – na spacer. Gdy po paru
godzinach zajechali bryczką pod pałac, zazdrosny mąż wystawił jej walizki
przed ganek.
Zdarzenie to odbiło się szerokim echem w Wilnie i było pretekstem do pozbycia
się majora z pułku. Został on odkomenderowany na dowódcę szwadronu zapasowego 3 Pułku Strzelców Konnych w prowincjonalnym Wołkowysku.

Czytany: 115 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: