Szalony major 6


Zapadał zmierzch.
Major stał przed lustrem i szykował się na bal. Czasowo odkomenderowano go do Dębicy.
Czerwone promienie zachodzącego słońca świeciły nad dachami koszar. Na niebie płonęły wieczorne zorze. Mrok z wolna podnosił się w górę.
Miał świeżo w pamięci bieg św. Huberta, czyli pogoń za lisem. Kolorowy jesienny las, gromady jeźdźców w mundurach, cywile w czerwonych spodniach, panie w ciemnych żakietach.Konne galopy przez las. Jeźdźcy wtuleni w końskie grzywy, świst roztrącanych gałęzi sosen.Lisia kita uniesiona w triumfie nad głową. A później ognisko. Bigos w sagankach i nalewka pita w srebrnych kociołkach z pułkowej zastawy. Wybuchy śmiechu, toasty i żarty.
Major jeszcze raz spojrzał w lustro, by sprawdzić, czy dobrze wygląda. Biały żabot pod galową kurtką mundurową. Granatowe długie spodnie – czyli szasery. Na nich naszyte podwójne szerokie lampasy w barwach pułku. Lakierowane trzewiki o cienkiej skórzanej zelówce- sztyblety. Na obcasach przybite posrebrzane skuwki imitujące ostrogi. Białe rękawiczki z cienkiej zamszowej skórki. Jedwabny pas podszyty miękką irchą z posrebrzaną metalową klamrą. Do szabli jedwabne rapcie.
Major był tzw. „pistoletem” - czyli zdolnym do tańca, wypitki i różańca. Był doskonałym mazurzystą.

W kasynie bufety uginały się od przekąsek i zakąsek z gorących dań. Nie brakowało najlepszych gatunkowo wódek i win.
Bal zaczął się polonezem. W pierwszej parze kroczył dowódca pułku z panią, której małżonek był najwyżej postawioną osobistością. Następne pary były ustawione według starszeństwa i hierarchii.
Majorowi wpadła w oko przystojna, pełna wdzięku i energii panna.
Skłonił się szarmancko.
- Czy mogę zaprosić panią do mazura?
- Z przyjemnością panie majorze!
Okazało się,że nie tylko świetnie tańczy, ale że lubi też towarzystwo, podobnie jak on. Nie opuścili ani jednego mazura aż do świtu. Miała na imię Zosia i pochodziła z bogatej rodziny ziemiańskiej.

Czytany: 85 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: