Szalony major 3


W zamyśleniu bawił się złotą papierośnicą. Miała wygrawerowany napis " Dla najlepszego jeźdźca spośród wszystkich oficerów wszystkich narodów". Dostał ją od księcia Walii.
Anglicy naprawili swój błąd.
Zapalił w sali szpitalnej.
- Będą znowu wydziwiać - pomyślał.
Pamiętał, że "Generał" spisał się wówczas doskonale. Koń wraz z jeźdźcem znowu odnieśli sukces.
Później była Francja i Włochy. W Nicei pojechał bardzo słabo, w Rzymie był również nie najlepszy. Oczami wyobraźni zobaczył siebie na Międzynarodowych Zawodach Konnych.
Szef ekipy stał nieco bokiem z dyplomem w ręce. Obok niego porucznik z palcatem , który również trzymał dyplom. Rotmistrz przysłuchiwał się wywodom pułkownika, dwóch dalszych rotmistrzów stało nieco z tyłu za szefem. On sam stał z lewę nogą wysuniętą do przodu i trzymał w prawej ręce palcat.
W Neapolu dosiadł " Cezara". Koń nie miał kondycji, ponieważ zima przeszkodziła mu w systematycznym treningu.
- Miałem wówczas pecha - pomyślał. - W Wielkich Zawodach Konnych w Warszawie mimo zdobycia trzeciego,czwartego i dwukrotnie piątego miejsca nie zakwalifikowano mnie do zawodów w Nowym Jorku.
Ale na olimpiadę do Amsterdamu pojechałem. Jako rezerwowy - ale pojechałem. I dostałem wówczas awans na majora.
Major. I to w wieku niecałych trzydziestu lat. Z poborami około pięciuset złotych miesięcznie. Zwykły robotnik zarabiał w tym czasie niecałą złotówkę za godzinę. Około połowa robotników
żyła wtedy poniżej kosztów utrzymania.
- Za występy w Nicei i Monaco dostałem 3.151 funtów szwajcarskich. A funt szwajcarski to 1,75 złotych - pomyślał. Czyli 5.608 złotych.
To się nazywa życie!


Czytany: 169 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: