Szalony major 2


Cofnijmy się o parę lat wstecz. Przed oczami chorego przesuwały się obrazy.
Widział siebie w garnizonie w Bielsku-Białej, skaczącego przez wóz konny.
Dobrze ułożona klacz "Kachodka"potrafiła przeskoczyć przeszkodę terenową z umocowaną stacjonatą.
"Urok","Diadem"," Koryfeusz"i " Lump"triumfowały w " parceursach" w Warszawie, Bielsku- Białej, Lwowie i Piotrkowie Trybunalskim.
Mimo narastającego bólu głowy, przypomniał sobie, jak powołano go do reprezentacji Polski, a następnie swój udział w zawodach konnych o Puchar Narodów w Nicei.
Ekipa polskich jeźdźców wystąpiła w pełnej gali. Czapki z metalowym okuciem daszka, kurtki mundurowe z sześcioma srebrnymi guzikami były przepasane koalicyjką. Polacy mieli bryczesy i wysokie buty z ostrogami.
Rękawiczki obowiązkowo.
Ordery również.
Wówczas był rotmistrzem i w Nicei skakał na "Lumpie".
Ból znowu uderzył falą. Czuł zawroty głowy i miał gorączkę.
Londyn i Aldershot.
W konkursie o Puchar Narodów jako jedyny jeździec przejechał na swym koniu "Generale" cały "parcours". Wściekły na Anglików zjechał z ceremonii dekoracji. Nagrody specjalnej nie dostał.
W oczach miał pasję i żądzę krwi. Szczytem wszystkiego był kawał, jaki zrobili mu koledzy. Pokojówka przyniosła mu hotelowy wazon w opakowaniu.
Wówczas wpadł w szał i rozbił wazon w drobny mak. Następnie chciał otworzyć walizkę, w której miał rewolwer. Nie zdążył tego zrobić, bo widząc to, kawalarze uciekli w popłochu.

Czytany: 105 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: