narodziny



wszystko to wina jednego słowa
na jego przyjście nie byłam gotowa
takie niepokaźne takie małe nic
nieproszone zaczęło we mnie żyć

w pierwszej kolejności zajęło się głową
a tam było pusto i kolorowo
nie wszystko było na swoim miejscu
głowa rozkazywała sercu

od jednego słowa zaczęła się rozmowa
słowo rosło w siłę zaczęło mnie prostować
za sprzymierzeńca wzięło całe ciało
bo w głowie miejsca było mu za mało

nie wiem dlaczego usadowiło się w brzuchu
lśniło od niechcenia z początku w bezruchu
nie chciałam ale musiałam dać mu pogodę
do tworzenia wersów dać mu miejsce wygodne

brało ode mnie wszystko łapczywie
żadnej podróbki wszystko musiało być prawdziwe
nie chciało żyć tylko dla tego że się żyje
ale bardzo pragnęło być czyjeś

kopało przy tym bezhałaśnie
żeby zasnąć czekałam aż ono zaśnie
trochę niezgrabne szczęście nieoswojone
nie wiedziałam w która pójdzie stronę

serce zaczęło mieć swoje zdanie
jak słowo rośnie patrzyłam zazdrośnie
gdy coś przybędzie to ja to popieszczę
może urodzi się nowym wierszem

nie słychać jeszcze kroków głosów
a słowo urosło choć nie ma roku
byle nie przyszło na świat przedwcześnie
może być kłopot gdy będzie wcześniak

teraz jest radość bezbronna z łez siłą
wczoraj tych kwiatów jeszcze nie było
słowo i serce otwiera nowe światy
i wiersz się urodził nie byle jaki

Czytany: 65 razy

=>
Wierszy tego autora: