Klin klinem


Matuzalem był pijany
Grzbietem oparł się o ścianę
Gardło suche rura pali
Nie wie biedak co też dalej
Jeszcze będzie się z nim działo
Ciało padło i skonało
Gryfem wielkim i namiętnym
Chciał podrapać swoją piętę
Lecz przygrzmocił w kaloryfer
A z oddali wrzask kobi(e)ty
Przeborował prawie głowę
To ja zupę mam gotową
Wrzeszczy gromko wciąż niewiasta
Dzierżąc w ręce wałek ciastem
Jakże szczelnie oblepiony
I narzędziem tym po głowie
Tłucze swoje szczęście męskie
Matuzalem widząc klęskę
Chwyta szybko za butelkę
Aby wyssać choć kropelkę
Pusta była tak zwyczajnie
A bez klina zginie marnie

Czytany: 113 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: