Bolec. Opowieść stajenna
Upał na dworze nasilał się z godziny na godzinę. Paddock tonął w kurzu. Wyschnięta ziemia prosiła się wręcz o deszcz.
   - WyprowadĹş Tigera tato - poprosiła cĂłrka.
Tiger , największy koń w stadzie, 170 cm w kłębie, maść starogniada – waĹźy około 600 kg. Po odsunięciu rygla z bolcem i otwarciu stalowej bramki, wyprowadziłem konia w pobliskie zarośla. Musiałem przejść z nim pod chorągiewkami odgradzającymi paddock. Tam pasł się spokojnie, rĹźał donośnie i od czasu do czasu trącał mnie łbem.
   Po skończeniu lekcji jazdy konnej, cĂłrka wraz z uczennicą , oraz z przybyłymi do stajni zaprzyjaĹşnionymi gośćmi, wyprowadziła cztery konie na nowe pastwisko. Ja z Tigerem szedłem w środku. Koń był posłuszny i nie rwał się do galopu. Gdy wszedł na pastwisko- po zwolnieniu linki wypuściłem go.
    Upał się wzmagał. Wszyscy udaliśmy się do stajni. Pastwisko jest dobrze ogrodzone i konie nie mogą się wyłamać. Po wypoczynku w chłodnej stajni – o ile prace porządkowe moĹźna nazwać wypoczynkiem – poszliśmy na pastwisko po konie.
Tiger szedł w środku stada, a córka z amazonką jechały na oklep. Konie były spokojne do chwili wejścia na paddock.
   Przed otwartą bramką stała juĹź cĂłrka. Konie pognały galopem do stajni.
Trzymałem Tigera na lince. Wyrwał się do przodu i pociągnął mnie za sobą. Rygiel bramki z wystającym bolcem uderzył mnie w okolice serca. Odskoczyłem błyskawicznie i puściłem linkę.
Tiger był już daleko galopował za swoimi towarzyszami.

Czytany: 195 razy

R E K L A M A

=>