codzienności w szarościach




człowiekiem przecież jestem
nie maszyną żadną
duszy czystej królestwem
z krwi i kości dziewczyną
w tym robotów świecie
bezdusznych maszyn
w swych kłopotów samotności
w dniu powszednim naszym
gdzie niebo płacze potokami
słoneczne piekło ziemię pali
drzewa modlitwę konarami piszą
moje życie łupinką na fali
białe grzebienie bezsilności
rzucona na skałę
zapuszczam samotności korzenie
moje morze płytkie i małe
czepiam się palcami
ramion ostrej rafy
świat w koło kolorowy
a ja tonę w szarości

Czytany: 128 razy

=>
Wierszy tego autora: