krawiec nie byle jaki



rok jak to rok
cały rok coś szyje
zaczyna dziarsko młody
pełen werwy młodzieńczej urody
co raz to nowy dzień wykrawa
rozkłada go na mojej drodze
mijają dni tygodnie trudna rada
targować się z nim nie wypada
wyjmuje z szuflady
szarości i biele
dni powszednie i niedziele
wesołe smutne
w paski i w kwiatki
ostatki i karnawał
szyje kożuchy na uszy czapki
gdy mu już zbrzydną
śniegi i mrozy
na stół wykłada
atłasy gładkie
rzadkie i zwiewne jedwabie
promieniem wiosny szyje jak złotem
a każdy dzionek klejnotem cennym
w kwiecie wieku gdy skwar dokucza
warsztat pod gruszą rozkłada
już wprawy nabrał
szyje codzienność niby dla zabawy
tu wstążka kokarda
tu wcięcie i plisa
na upał sukienka ciut kusa
gdy już dojrzały
suknie ogrodom szyje
fartuszki maluje w owoce
w jesieni życia
więcej w nim złotych liści
i z każdym dniem się pieści
wraz z wąsem siwym i siwą brodą
jest krawców mistrzem
szyje z mistrza swobodą
suknie balowe i fraki
bo roczek to krawiec nie byle jaki

Czytany: 107 razy

=>
Wierszy tego autora: