Stajenny (1)


Noc powoli miała się ku końcowi. Świtało. Gęsta mgła otuliła ziemię.
Obudził się jak zwykle o szóstej. W stajni było jeszcze ciemno. Zapalił światło. Wypił kubek kawy, by zaspokoić głód. Już czas na obrządek.
Gdy jeszcze półprzytomny, ziewając, szedł przez hall do stajni, słychać było rżenie koni.
   Wczoraj wieczorem pokroił słomę na sieczkę, zmieszał ją z owsem i zalał wodą.Teraz wystarczyło zamieszać to w wiadrach i korytach..
Konie szalały już w boksach. Kłębiły się i uderzały kopytami w stalowe bramki.
Otworzył bramki i wsunął wszystko do boksu..
    Potężny czarny wałach uderzeniem kopyta przewrócił koryto. Spokojnie zmiótł rozsypany owies pod pysk konia.
Miał chwilę spokoju, gdy konie jadły. Mógł wypić drugą kawę i zjeść kromkę chleba z kiełbasą.
    Za pół godziny powrócił znowu do boksów. Otwierał je kolejno i zabierał puste koryta i wiadra. Te, które stały przed koniem, przyciągał szczotką do siebie. Wiadra za koniem były trudniejsze do zabrania. Gdyby minął konia, ryzykowałby
że koń ucieknie z boksu. Ale miał na to swoje sposoby.
   Ostrożnie zbliżył się do białego kucyka. Kucyk był często humorzasty, potrafił znienacka kopnąć i ugryźć. Już wielokrotnie się o tym przekonał.
Stojąc plecami do bramki zamknął ją ryglem. Wiadro stało za kucykiem.
   Ignorując konia zbliżył się do niego i podniósł je. Kucyk nie wykonał żadnego ruchu. A przecież niedawno inny koń kopnął jego żonę tak, że musiała skorzystać z pomocy lekarza z pogotowia. A było to tak...

cdn.

Czytany: 156 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: