Truskawka




Zamyślona nad promieniami
słońca co dopiero wstało
skryta pod płaszczem
zielonego szkła liści
rumieni się nieśmiało
gdyż nie zasłużyła jeszcze
na portret malarza

leniwie wystawia swe ciało
krągłe miękkie w dotyku
czeka rąk i ust spragnionych
biodra już w słońcu
chłoną jego ciepło
wystarczy jej dzień jeden
by mistrza oczarować

plamki złota na jej ciele
złocą się nawet w porze snu
niczym tysiące gwiazd
gorączkowo mrugają
zegar bije dzień się toczy
ciągle jeszcze w niedosycie
jej usta czerwieni łaknące

w ostatnim akcie
słonce nad nią pochylone
zakrzepło w uśmiechu
malarz otworzył powieki
skuszony słodkim aromatem
niedościgłą czerwienią materii
wziął ją w usta i oniemiał z zachwytu.

Czytany: 345 razy

=>
Wierszy tego autora: