Samotna plaża


Słońce powoli wschodziło na nieboskłonie. Ziemia parowała jeszcze po
szalonej nocy. Dyszała smagana biczami gorąca. Gwiazdy zapadały
w sen, gdzieniegdzie jeszcze mrugały, ulegając zwolna słonecznej agresji.
Dniało. Nieśmiałe trele ptasie powitały poranek.
Spała nadal słodko. Powolna pieszczota promieni słonecznych
jeszcze jej nie zbudziła. Czekał ją piękny i pełen przygód dzień.
Dzwonek telefonu przerwał sen. Przeciągnęła się jak cudowna
cętkowana puma, prężnie wyginając kuszące gibkie ciało. Cudowna
w swej nagości, śmiała i wyzywająca, zasiadła do śniadania a miedziane
włosy zalśniły blaskiem szlachetnego kruszcu.
Teraz pod prysznic szybko. Pieszczota wodnej strugi podnieciła ją.
Opanowała się z wysiłkiem nie chcąc się wcale opanować, bo
wspomnienia pieszczot pod ciepłymi strugami wody rozpłomieniły
cudowne ciało i wprawiły w drżenie. Orgazm zbliżał się powoli i
nieuchronnie.
-Marysiu, żebyś wiedziała...jak cudownie mnie pieścił i jak drżąc
powoli mu ulegałam szepcząc i krzycząc wreszcie: nie nie i nie -
pomyślała.
-Mario kochana popatrz jakie cudne słońce i jak się cieszę , że znowu
jesteśmy razem. Usiadła powoli w fotelu a złociste refleksy słoneczne
rozpłomieniły piękną miedzianowłosą główkę. Maria, cała w
skowronkach popędziła do kuchni i powitała swoja przyjaciółkę
cudownie pachnącą włoską kawą z ekspresu. Obie urocze panie
zagłębiły się we wspomnieniach. czas mijał wolno a przepiękna pogoda
powoli kusząc obie piękne damy zapędziła je do wyjścia ze wspaniałej
wilii Marii.
Objęte czułym uściskiem powoli zbliżały się do plaży. Piasek
chrzęścił pod ich stopami, fale szumiąc przybojem towarzyszyły im w
ich nieśpiesznej wędrówce. Mewy krzycząc jak oszalałe krążyły nad
ich głowami, łakome i niecierpliwe, domagając się chociaż skrawka
słodkiej bułeczki. Plaża była o tej porze dnia prawie pusta, niekiedy
tylko czułe parki, przytulone ciasno do siebie,przerywały monotonię
krajobrazu.
-Co ci jest - powiedz, widzę, że jesteś nieswoja dzisiaj -
ciepłym głosem powiedziała Ela do swej przyjaciółki.
-Ach Eluś on mnie już nie kocha i męczę się - nieśmiało wyszeptała
Marysia. Mewy, wrzeszcząc przeraźliwie, domagały się bułki. Słońce
na chwilę zgasło, ciemne chmury zasnuły horyzont.
Milczenie z obu stron... Ela milcząc
taktownie nie przerywała ciszy.
Marysia szklanym wzrokiem wpatrywała się w bezkresne otchłanie Bałtyku.
Ela objęła czule przyjaciółkę. Piasek zgrzytał pod ich stopami.
Drżąc zaszlochała cichutko. Trzęsącą się rączką
gorączkowo przeszukała małą saszetkę w poszukiwaniu batystowej
chusteczki. Miedzianowłosa Ela podała jej pośpiesznie małą chusteczkę
higieniczna i taktownie milcząc pozwoliła się przyjaciółce wypłakać.
Słońce przebiło wreszcie powłokę ciemnych chmur.
-Ta willa, ten basen, ten cały luksus - szlochała Marysia - to tylko
dodatek do mej samotności. Jego ciągle nie ma w domu - płakała.
- Ciągłe wyjazdy a potem drogie prezenty i parominutowe czułości
i zaraz zasypia po...
Drżąc i szlochając przytuliła się do przyjaciółki. Ela czule
gładziła ja po włosach.
-Co mam robić sama całymi dniami? - Nic już mnie nie
cieszy , nie bawi. On jest tak daleko zawsze... Kochasz go? - szeptem
spytała się Ela.
-Ja już sama nie wiem, jestem taka samotna ..
Nienawidzę go i tęsknie jednocześnie. Kobieta nie może być sama -
zduszonym od płaczu głosem powiedziała Marysia.
Słońce znowu skryło się za ciemnym płaszczem chmur. Mewy wreszcie
znalazły pokarm i wrzeszcząc przeraźliwie, biły się między sobą.
Milczącej ciszy, pełnej żalu i rozpaczy, nie przerywało już nic i
nikt.

Czytany: 433 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: