Simba


Moja kotka Simba była piękną trójkolorową samiczką. Urodę miała po ojcu - białorudy samiec - i po matce - szarobura samiczka z ciemnymi pręgami.
Matkę Simby moja córka Dominika - instruktorka jazdy konnej - zabrała od weterynarza na wsi. Kotka siedziała w klatce i była sierotą. Weterynarz z chęcią pozbył się jej, bo nie mógł znaleźć nabywcy a kotka już za długo u niego przebywała. Dominika ma serce do zwierząt. Uratowała Derka - mojego ulubionego konia z rzeźni. Zawsze opiekowała się bezpańskimi kotami i jest czułą opiekunką zarówno koni jak i kotów.
Tą pasją mnie również zaraziła.Początkowo wzbraniałem się przyjmować kolejne jej koty do mieszkania w blokach, a że kocham dziecko bardzo,
ustąpiłem jej i powoli przekonałem się do jej kotów.
Matka Simby urodziła w stajni cztery kotki. A później uciekła.To znaczy zniknęła i ślad po niej zaginął. Dwa kotki po urodzeniu zdechły. Była wtedy surowa zima i nie miały wystarczająco pokarmu. Dwa przeżyły a córka je stale musiała dokarmiać. Jeden został zabrany z ogłoszenia w internecie, a drugim była Simba.

Śliczna młodziutka samiczka . Miała nosek biało-czarny a futerko rudo - biało- czarne. Bardzo się do niej przyzwyczaiłem i pokochałem ją, bo była sierotą.
Zawsze rano mnie budziła i głośnym miauczeniem domagała się pokarmu. W domu po wyjeździe żony do Niemiec mam jeszcze trzy koty. One towarzyszą mi wszędzie i dzielą moją samotność.
Simba pierwsza je budziła. Głośno domagała się pokarmu również dla nich. One to zaakceptowały, lecz kotka była dla nich obca. Nie bawiły się z nią.
Była u mnie dwa lata. Zawsze kupowałem przysmaki: A to wątróbkę, a to nereczki, a to suchą karmę na rynku. Nie ze sklepu, bo tego nie lubiła. Dostawała puszkę z kawałkami kurczaka lub wołowiny. Kupowałem też mleko.
Zwierzę przybierało szybko na wadze. Przez zimę miało już lśniącą sierść i było doskonale odżywione.
Krytycznego dnia - miała wówczas cieczkę - nieustanie chodziła mi przy nodze. Dosłownie krok w krok. Ocierała się stale o mnie - a jestem obecnie w domu sam - i miauczała nieustannie.
Wyczułem,że coś chciała mi powiedzieć. Może podziękować za opiekę?
Gdy nastał późny wieczór, wskoczyła przez uchylone drzwi na balkon. Wołałem za nią, lecz skoczyła na parapet sąsiadki a później zniknęła w mroku.
Zrobiła tak po raz drugi. Była niesamowitą akrobatką i z mieszkania na trzecim piętrze potrafiła po balkonach zejść na ziemię. Po raz pierwszy znalazła ją Dominika po upływie doby siedzącą na drzewie. Było to lato i tam się schowała przykryta liśćmi.
Teraz jest wiosna i drzewa liści nie mają.
Wyszedłem w nocy i świeciłem latarką po krzakach, żywopłotach i drzewach. Wołałem ją. Bez skutku.
Następnego dnia zrobiłem obchód całego osiedla i rozwiesiłem ogłoszenia o zaginięciu kotki. Tak samo bez skutku.
Mijają już dwie doby i ani śladu kotki.Na pewno jest głodna.
Wybrała w o l n o ś ć , ale zostawiła swego pana
pogrążonego w smutku i rozpaczy.

Czytany: 180 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: